Ilona Blicharzc

Kampania wyborcza w Wielkiej Brytanii trwa w najlepsze. Już 6 maja Wyspiarze zdecydują, kto będzie nimi rządził przez najbliższe pięć lat. Czy dadzą jeszcze jedną szansę obecnemu premierowi Gordonowi Brownowi?

Wszystko przebiegło zgodnie z tradycją. 6 kwietnia premier Wielkiej Brytanii udał się do Pałacu Buckingham i poprosił królową o rozwiązanie Parlamentu. Później wrócił na Downing Street i ogłosił, że dokładnie za miesiąc, 6 maja, Wyspiarze wybiorą nowych przedstawicieli. Tym samym rozpoczęła się oficjalna kampania wyborcza na Wyspach. Oficjalna, bo tak naprawdę brytyjskie partie już dawno rozpoczęły niezwykle zacietą walkę o głosy społeczeństwa.
Liderzy największych partii wygłosili przemówienia. Premier Gordon Brown stwierdził: “Przez kilka najbliższych tygodni objadę cały kraj wzdłuż i wszerz przekazując ludziom bardzo jasną i prostą wiadomość: Wielka Brytania jest na drodze do gospodarczego ożywienia i nic nie powinno tego ożywienia zakłócić”. Jego główny rywal, David Cameron z Partii Konserwatywnej mówił do otaczających go nad brzegiem Tamizy wyborców: „Nie musicie być skazani na kolejne pięć lat z Gordonem Brownem”.
Eksperci są zgodni: tegoroczna kampania będzie najbardziej nieprzewidywalna, zaciekła a zarazem interesująca w ostatnich latach. Powodów jesty kilka: obaj przywódcy głównych partii poprowadzą ją po raz pierwszy. Obie strony bardzo zbliżyły się do siebie programowo, dlatego duże znaczenie będzie miał dar przekonywania czy urok osobisty. Nie bez znaczenie jest też to, że kraj znajduje się w trudnej sytuacji wychodzenia z kryzysu.
Pikanterii dodaje też to, że jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja zdawała się przesądzona. Pogrożeni w kryzysie Brytyjczycy jasno mówili, że tym razem poprą konserwatystów, dając im ponad 40 procentową przewagę w sondażach, potrzebną do samodzielnego rządzenia. W ostatnich tygodniach jednak, kiedy nastroje gospodarcze znacznie się poprawiły, laburzyści zaczęli odrabiać straty. Ostatnie sondaże z połowy kwietnia pokazują, że konserwatyści co prawda mogą liczyć na od 37 (ICM dla “Guardiana”) do 39 (YouGov dla “The Sun”) procent głosów i wyprzedzają Partię Pracy o 6 punktów procentowych, ale to wciąż za mało, aby mieć bezwzględną większość. Z kolei laburzyści idą w górę, ale wciąż mają trudności z przełamaniem 35 procentowego progu poparcia, które stwarzałoby im nadzieję na utrzymanie się u władzy. Stawką w wyborach jest obsadzenie 650 mandatów w Izbie Gmin. Większość bezwzględna wynosi 326 mandatów. W poprzednich wyborach Partia Pracy miała ich 355.
Ważną rolę może odegrać w kampani zatem trzecia największa partia: Liberałowie, która zyskuje w sondażach 20 procent głosów. Partia Liberalno – Demokratyczna może wejść w koalicją zarówno z laburzystami jak i torysami.
Debaty i żony
Dla Gordona Browna to trudna kampania, bo po raz pierwszy poprowadzi partię do wyborów, po tym jak w 2007 roku przejął władzę od Tonyego Blaira. A ze wszelkich stron płyną na niego oskarżenia o zapaść gospodarczą i nieprzygotowanie kraju do kryzysu.
Brown zwraca jednak uwagę, że kraj wychodzi już z kryzysu i to jego zasługa. Obecny premier twierdzi, że najgorsze już za Brytyjczykami i umożliwienie mu dalszej samodzielnej władzy znacznie przyspieszy ożywienie gospodarcze na Wyspach.
Na niekorzyść dla obecnego premiera działa jego wizerunek. Jest raczej postrzegany jako osoba zimna i nieprzyjemna. Konserwatyści twierdzą, że Brown ze względu na wybuchowy temperament jestnieprzewidywalny i trudny we współpracy. Nad tym jednak pracują już doradcy premiera starając się pokazać go w lepszym, bardziej rodzinnym świetle.
Wizerunek doskonale wypracował sobie za to jego rywal David Cameron. Po pierwsze młodszy i przystojniejszy od Browna, co zresztą stało się przyczyną społecznej kampanii przerabiania bilbordów wyborczych lidera konserwatystów i oskarżania Camerona o zbytnie korzystanie z Photoshopa (MyDavidCameron.com).
Po drugie ma niezwykle haryzmatyczną małżonkę. Samantha Cameron, w widocznej ciąży z czwartym dzieckiem, wzięła urlop i jeździ na wiece, bierze udział w telewizyjnych talk-show, udziela wywiadów. Do wyborów będzie można ją oglądać przy domowych obowiązkach za pomocą wideobloga Cameronów.
Hasła Camerona przypominają styl, który w ostatnich wyborach amerykańskich uprawiał Barack Obama, mówiąc o tym, że obiecuje nowy ład. Cameron obiecuje „nowy start”, a zamiast „wielkiej władzy”, jaką jego zdaniem reprezentują laburzyści, tworzenie „wielkiego społeczeństwa”. Dla Torystów wybory to wielkie wyzwanie, bo mają szansę po 13 latach bycia w opozycji wrócić do władzy. Wcześniej konserwatyści rządzili na Wyspach do 1997 roku nieprzerwanie przez 18 lat, pod kierownictwem Margaret Thatcher i Johna Majora. Cameron podobnie jak Brown po raz pierwszy prowadzi partię do wyborów.
W tym roku liderzy będą mieli okazje przedstawić swoje programy, a także zaprezentować osobowość za pomocą niezwyle popularnego w Stanach Zjednoczonych, a zupełnie nowego na Wyspach narzędzia – debaty telewizyjnej. Politycy zmierzą się w takich pojedynkach 15, 22 i 29 kwietnia.
W obecnej kampanii nie brakuje też wątku imigracyjnego. Konserwatyści co i rusz oskarżają rządzących o złą politykę imigracyjną. Zarzucają Brownowi, że nie wypełnił zapowiadanej obietnicy: Brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków. Głośny echem odbił sie ostatni raport, który pokazywał, że spośród około 1,7 miliona nowoutworzonych od 1997 roku przez laburzystów miejsc pracy aż 98,5 procenta zajęli cudzoziemcy. Torysi zapowiedzieli wówczas, że opowiadają się za redukcją imigracji do poziomu z lat 80-tych i 90-tych za pomocą wprowadzenia limitów imigracyjnych. Luburzyści poinformowali, że odrzucają projekt wprowadzenia kwot imigracyjnych, ponieważ jest on szkodliwy dla wzrostu gospodarczego.
Polacy głosujcie!
Tak jak i w ubiegłych latach polskie stowarzyszenia, czy to Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii czy organizacja nowej emigracji „Poland Street” zachęcają również Polaków do wzięcia udziału w głosowaniu. Liczna grupa Polaków mieszkających na Wyspach to bowiem ważny i liczacy się głos w wyborach. – Zachęcamy do wzięcia udziału w głosowaniu do Parlamentu i władz lokalnych. Dzieki temu możemy wpłynąć na nasze przyszłe życie w UK. Aby to zrobić należy zarejestrować się w lokalnym urzędzie. Jeśli ktoś dokonał rezerwacji przy poprzednich głosowaniach nie ma potrzeby ponowinie sią zgłaszać – informuje Monika Tkaczyk z „Poland Street”. Zarejestrować można się również za pomocą internetu, poprzez stronę internetową Electoral Commission.

Ilona Blicharz