Katarzyna Kopacz 13-12-2010, ostatnia aktualizacja 13-12-2010 04:26

Tysiące Polaków z Wysp rezygnują z powrotu do kraju na Boże Narodzenie. Wszystko przez kryzys i strach przed zwolnieniami

W portalach internetowych kierowanych do Polonii w Irlandii i Wielkiej Brytanii codziennie pojawiają się nowe ogłoszenia tych, którzy pilnie chcą sprzedać bilety lotnicze kupione na wyjazd do kraju w okresie Bożego Narodzenia.

„Z wielkim żalem muszę odsprzedać bilet, gdyż nie dostanę urlopu, by jechać do Polski w tym czasie” – ogłasza się Iwona, szukająca chętnych na przelot w obie strony z Londynu do Katowic. Cena 70 funtów.

Ola od ponad miesiąca bezskutecznie stara się znaleźć chętnych na swoje bilety Londyn Stansted – Wrocław. Ogłasza się na kilku stronach internetowych jednocześnie, dwukrotnie obniżała cenę – bilet, za który zapłaciła 260 funtów, teraz oferuje za 50.

Podobne ogłoszenia można znaleźć w witrynach polskich sklepów.

Muszą zaciskać pasa

Dlaczego Polacy rezygnują ze spędzania świąt w kraju? Część z nich – wobec zapowiedzi masowych zwolnień – obawia się utraty pracy. Innych na wyjazd po prostu nie stać, przez szalejący na Wyspach kryzys muszą zaciskać pasa.

– Od stycznia zdrożeje gaz, prąd, woda, wszelkie ubezpieczenia, bilety komunikacji miejskiej – wylicza Monika Tkaczyk ze Zjednoczenia Polskiego, organizacji, która reprezentuje interesy polskiej emigracji. – A w kwietniu znacznie się zmniejszą dotychczasowe zasiłki. Zamiast więc wykosztować się na wyjazd do kraju, polskie rodziny starają się zaoszczędzić.

Tkaczyk podkreśla, że Polaków nikt nie stawia przed bezpośrednim wyborem: urlop na święta albo wypowiedzenie.

– Szefowie, szczególnie niewielkich firm, mówią raczej: „Nie stać nas na przerwy w pracy, więc jeśli chcemy przetrwać, musimy teraz zarabiać”.

Zrezygnowali z urlopu

Zdarzają się jednak przypadki bardziej wymownych sugestii. – Przez kryzys załoga w naszej hurtowni została zredukowana do minimum. Urlop może mieć w danym czasie tylko jedna osoba, a chętnych na dodatkowe wolne było trzech – opowiada Darek Łotoszek, pracownik hurtowni z materiałami budowlanymi pod Birmingham. Kiedy jego szef dał ogłoszenie, że szuka pracowników, a w biurze zaczęli się pojawiać kandydaci na rozmowę kwalifikacyjną, wszyscy zrezygnowali z wolnego. – Być może to tylko chwyt właściciela, ale nikt nie chciał ryzykować – dodaje Polak.

Nie będzie dokąd wracać?

By uniknąć kłopotów ze świątecznymi urlopami, wiele firm i zakładów już kilka miesięcy temu zastrzegło, że w grudniu nie będzie ich udzielać.

Brak zgody na wyjazd zaskoczył jednak sporą grupę osób pracujących na czarno, m.in. sprzątaczki, pomoce domowe czy nianie.

47-letnia Krystyna, która sprząta prywatne domy w Dublinie, swój bilet odsprzedała we wtorek. W święta jej klienci spodziewają się gości i oczekują, że Polka będzie dyspozycyjna.

– Kiedy usłyszeli o moim wyjeździe, kazali mi załatwić zastępstwo, a potem stwierdzili, że sami je znajdą. Bałam się, że jeśli znajdzie się ktoś szybszy i tańszy, może nie być dokąd wracać – mówi rozżalona kobieta.

Polski dziennikarz pracujący w Dublinie Jacek Rujna uważa, że często Polacy są sami winni takiej sytuacji, bo o urlop proszą w ostatniej chwili. – Na za pięć dwunasta rzeczywiście można nie dostać pozwolenia na ten akurat termin. Jeśli coś hamuje wyjazd, to ceny biletów – uważa.

Ceny biletów lotniczych np. z londyńskiego Heathrow do Warszawy w dni poprzedzające Wigilię w liniach British Airways sięgają nawet 450 funtów.

Taniej jest po Nowym Roku, od ok. 100 do 250 funtów. Bilety na liniach WizzAir czy Rynair, choć znacznie tańsze niż jeszcze kilka tygodni temu, także nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Nie ma bowiem gwarancji lotu – najcięższa od 15 lat zima na Wyspach od wielu dni paraliżuje transport w znacznej części kraju. Brytyjska prasa ostrzega, że od połowy przyszłego tygodnia znów sypnie śniegiem. „Temperatury na północy Wyspy spadną do -20 stopni, a w centrum do ok. -15” – informuje środowe wydanie dziennika „Metro”. „Lepiej nie planować przed świętami żadnej podróży” – radzi popołudniówka „Evening Standard”.

Bez względu na pogodę największe problemy z urlopem mają w tym roku osoby pracujące w handlu. W drugi dzień świąt, tzw. Boxing Day, na Wyspach ruszają poświąteczne wyprzedaże. Handlowcy, którzy z powodu kryzysu od wielu miesięcy liczą straty, oczekiwali, że odrobią je przed świętami. Ich plany pokrzyżował atak zimy.

Teraz szansy na podreperowanie wyników finansowych upatrują w poświątecznym szale zakupów, kiedy ceny spadają o 70 proc. Na urlopy ich pracownicy nie mają szans. – Codziennie kilka osób zostawia u nas CV. To wystarczy, żeby nawet nie pytać o urlop w tym okresie – podsumowuje Ania, Polka pracująca w butiku Westfield Shopping Centre w Londynie.

Rzeczpospolita
Advertisements